Janusz Leon Wiśniewski

Zwykły wpis

Zaczytuję się w Panu Januszu. Coraz bardziej. Podoba mi się jego styl pisania, potrafi najprostsze historie ubrać w takie słowa i tak opisać… że człowiek ma ciarki. I chce więcej. Więc sięgnęłam po więcej – „Martynę”, która całkowicie zawładnęła moim sercem oraz po „Miłość oraz inne dysonanse”. 

„Martyna” będzie niedługo – jestem w trakcie przepisywania cytatów z książki do Worda. Trochę mi to schodzi, bo cytatów jest dużo. Mam system – mała krateczka przyklejona do okładki, na niej kilkanaście stron, które pokreśliłam malowniczo ołówkiem. Koleżanka, której pożyczyłam „Pożyczoną miłość” powiedziała, że te moje cytaty jej pomogły, że bardziej zrozumiała całość i nie przegapiła nic ważnego. 

Żeby zrobić Wam smaka (jeśli ktokolwiek tutaj zagląda) wklejam cytat z „Miłości…”, który jak na razie wstrząsnął mną najmocniej. 

A już całkiem niedługo przedstawię Wam Martynkę, później całą „Miłość…”, a potem coś z fantastyki, bo ankieta mówi sama za siebie 🙂 Może coś polecicie? 

 

– Ale dlaczego klniesz w jidysz do Czajkowskiego?

– Bo ten koncert mnie podnieca najbardziej.

– Ale dlaczego ten?

– I ty o to pytasz!? Wykształcony zajebany polski szopenowski wirtuozie? Ty o to pytasz!? Jak to dlaczego ten? Bo tam jest wszytko. I miłość, i nienawiść, i słońce, i księżyc, i ból, i ulga, i głód, i nasycenie, i wojna, i pokój, i czułość, i okrucieństwo, i pośpiech, i powolność, i tęsknota, i nienawiść, i niecierpliwość, i spokój, i nuda, i entuzjazm, i pochód, i spacer, i cisza, i wrzask, i życie, i śmierć. I ty o to pytasz?!

– Pytam, Joshua, pytam. Bo muzyka to nie jest tylko twoja sprawa, Joshua. Bo muzyka to jest ogromna sprawa. I twój Markus ma z tym mało wspólnego. W kotłowni na koksie muzyka jest inna i we Wiedniu w smokingach też jest inna. Ty mi tutaj nie wal życiem i śmiercią. I Szopena też mi w to nie mieszaj. Świrujesz przy Czajkowskim?! To dobry wybór, ale ja świruje w niedzielę przy Beethovenie, w środę przy Liszcie, a dopiero w Wigilię, obojętnie czy to środa, poniedziałek czy niedziela, przy Czajkowskim. Wiesz, Joshua, co to jest Wigilia? Albo opłatek? Jak nie wiesz, to się, kurwa, dowiedz. Dopiero wtedy zrozumiesz tak do końca Szopena, Joshua. Bez polskiej Wigilii Szopena nigdy nie pojmiesz. Wygooglaj sobie, Joshua, Wigilię i się dowiedz. Ale googlaj na polskim googlu. Takim kropka pl. Bo tylko tam jest polska Wigilia. Na kropka pl. Zapamiętasz?!

 

***

 

Proste jedzenie, proste rozrywki, bliscy ludzie – czego więcej trzeba? Drogiego samochodu i garści brylantów?

Anna przekręciła na palcu pierścionek z czarnym brylantem i dużą perłą, również, rzecz jasna, czarną – Siergiej ma dobry gust do biżuterii. Pochyliła się nad stygnącą kawą. Koniuszkami palców otarła łzy z rzęs. Nigdy nie płakała. Prawie nigdy.

 

***

 

Poznaliście dwóch najważniejszych bohaterów. Zaciekawieni? Jednak musicie poczekać na ciąg dalszy cytatów z tej książki, bo wcześniej jeszcze będzie Martyna. 

 

LEJDIS – cytaty z filmu:)

Zwykły wpis

Chyba każdy zna ten film. Po wczorajszym oglądaniu pomyślałam, że przyda się tu trochę humoru. Ostrzeżenie: występują wulgaryzmy. 

A więc Drogie Panie… 

LEJDIS…!

LEJDIS

– Trzeba zutylizować odpad.
– Yhyy…
– Ale najpierw ocucić…
– Ocucić i zabić. Obudź się dziwko.

– Bzykanie owszem. Miłość bynajmniej. Miłość to niewola, płacz i zgrzytanie pochwy.
– Jezu, to chyba nie jest z Biblii?!
– Owszem, ale z apokr– Jesteś cudowna.
– Cudowna to jest woda z Lichenia.

– Na korytarzu są Rzymianie.
– No i co z tego. W Unii jesteśmy każdy może się leczyć gdzie chce.

– To nie jest prawdziwy sylwester.
– I kto to mówi… Dorosły facet, który popierdala w todze i myśli, że jest rzymianinem.

– … Pije wodę z kałuży, napierdala mieczem i gardzi łącznością telefoniczną. Kretyn.

– Zapisujemy w zeszytach… PIPA PIPA
– Co ty tu jakieś rysunki mi tutaj.. Pisz pipa jak pani profesor każe.

– Przecież mi też zależy tylko… nie wiem… to nie jest laboratorium. Ja nie wiem… ja potrzebuje… ja potrzebuje atmosfery.
– Czego ty potrzebujesz?
– Nastroju
– A… a co to jest? Szampan, truskawki, kadzidełka, świece… nawet kurewskie stringi na dupę włożyłam i co… nic?
– Nie o taki nastrój mi chodzi
– Ja się domyślam o jaki… Ale kochanie fiuta sobie nie dorobię.

– Erwin. Erwin mam na imię.
– Dla mnie możesz być nawet Lech i Jarosław.

– Najgorsze jest to, że ja mam wielką, gigantyczną, mega dupę! Ona mi się całkowicie wymknęła z pod kontroli. Ja mam swoje zachowania motoryczne, a ona ma swoje. Na przykład idę korytarzem a ona mi się szyderczo dynda z tyłu.
– Ja na przykład mam wszystko w dupie i to z każdym dniem więcej i dlatego muszę sobie coraz większy rozmiar kiecek kupować.
– To jeszcze nic ja ekstraduję cellulit z powietrza. Mój organizm jest w stanie wyłapać z powietrza niezbędne cellulitowi do życia tłuszcze i zamienić je w tłustą okładzinę.
– Przecież Ty jesteś chuda jak szczapa.
– Gdzie tam kochana! Cellulitu nie mam chyba tylko pod oczami aktualnie.

– Dobra. Powiesz mu, że słyszysz głosy mówiące do ciebie z kibla.
– No ciebie Korba całkiem pogięło.
– Naprawdę.. Naprawdę. 2 lata temu, przysięgam, rura od kibla wpadła mi w rezonans i odbierała radio Maryja. Ja tu tego a z kibla „żałuj za grzechy”.

– Nie dość, że ma ogromnego, ale to ogromnego dyngusa to jeszcze sam się potrafi zblołdżabować.
– Co potrafi?
– Sam sobie… No sam sobie…
– Ee?
– No sam sobie loda robi no. Takiego partnera szukam. Sam…

– Matka i córka w jednym. Takie to kurwa rzymskie!

– Oni zawsze zdradzają, rozumiesz? A czy ich ciągnie do fiuta czy do cycków to w ogóle nie ma znaczenia. Ale ty, możesz zrobić to samo.
– Ale mnie nie ciągnie do kobiet.
– Heh, ja mówię o dziecku, głupia. Możesz je mieć, z kim chcesz
– Do jutra?
– Do jutra.
– No to będzie kurwa trudno.

– Halo? Dzień dobry. Dzień dobry pani. Ja dzwonię do pani z biura… Dzwonię do pani z oddziału chorób wenerycznych.

Ignacy Karpowicz „Ballady i romanse”

Zwykły wpis

Znalazłam ten cytat na Tumblrze i teraz już wiem, że muszę przeczytać tę książkę. Zapowiada się interesująco!

Zeus zaśmiał się, na jego brodzie pełgały niebieskie światełka, coś jakby jaskra, tylko niżej. Blizna na czole, którą nosił od czasu spektakularnych narodzin Ateny, zmieniła kształt na modniejszy: przypominała teraz błyskawicę, zupełnie jak u Harry’ego Pottera.

„Ballady i romanse” I. Karpowicz

 

Balladyny-i-romanse_Ignacy-Karpowicz,images_big,19,978-83-08-04494-0

 

I jeszcze trochę znalezionych cytatów z tej książki: 

 

Zamykamy niebo.
Każdy byt i bóg, konstrukt i abstrakt, każdy będzie mógł dokonać wyboru: albo ziemia (z ograniczeniem omnipotencji do tej zwyczajnej, bez przedrostka), albo wymiar ultymatywny (bez prawa powrotu), albo miasto miast (bez łączności z ziemią).
Miejsce bogów jest między ludźmi.

 

…popkultura jest jedyną odpowiedzią na potrzeby współczesnego człowieka. Popkultura nie wymaga wiele i wszystko wybacza. Popkultura jest bardziej ludzka niż jakakolwiek religia.

 

… żyjemy w świecie pop. Stary świat jeszcze się trzyma, na uniwersytetach, na obrzeżach i peryferiach, w kościołach, w weekendy także w opiniotwórczych dziennikach, w encyklikach, czasem anegdotach i wspomnieniach, co jednak nie uchyla faktu, że żyjemy w świecie pop. Świat pop jest wspaniały, w tym świecie każdy ma szansę na swoje pięć minut. Nie ma świata bardziej demokratycznego niż popświat. Ale też wszystko ma swoją cenę. Ceną za życie w tym wspaniałym popświecie jest akceptacja zasad działania popświata, który działa jak niszczarka dokumentów, tyle że to nie dokumenty ulegają zniszczeniu, lecz pojęcia, a przede wszystkim aksjomaty. Nie ma już prawdy, piękna, sprawiedliwości. Są tylko zamienniki i podróbki, których skład i metoda produkcji przeistaczają się z dnia na dzień, aby taniej, aby więcej. (…)

 

Życie osobiste to te godziny, za które nikt nie płaci. Życie osobiste jest zdecydowanie za długie, żeby mogło się opłacać. 

 

Nazywom się chińskie ciasteczko. Składom się z mąki, cukru, jajek, oleju, waniliowego aromatu, szczypty soli, migdału bez skórki i mądrości. Najpierw należy mnie zagnieść na twarde ciasto, rozwałkować. Potem wyciąć kwadraty, a w środek kwadratu włożyć migdał i karteczkę z sentencją. Rogi zlepić u góry. Piec dwadzieścia minut w blasze wysmarowanej olejem, na złoty kolor, w temperaturze około dwustu stopni Celsjusza. Podawać na zimno. Najlepiej po kaczce (po pekińsku). (…) Najpierw występowałom jako ciekawostka w restauracjach i barach. Teraz jestem wszędzie, zatrułom cały świat. Jestem bardzo toksyczne oraz zjadliwe. Przenoszę się kropelkowo, płciowo, w rozmowie, w transfuzji, na spowiedzi – w każdy sposób, jak Duch Święty. Mądrość z mego środka objęła w posiadanie cały świat, jestem w powieściach typu broszurowe i okładka twarda, w przemówieniach polityków, w wystąpieniach przywódców religijnych. Właściwie to nie wiem, czy gdzieś mnie jeszcze nie ma. (…) Jestem bestsellerem, jak gówno zalałom cały świat. Słyszycie ten chlupot? To ja. Nowy potop. Nazywom się chińskie ciasteczko. Do usług.

Stosunkowo stabilna demokracja, dominująca religia: katolicyzm magiczny oraz Stocznia Gdańska, główne osiągnięcia: Fryderyk Szopen i bigos. (…) tolerancja w zaniku od XVII wieku, są muzykalni, mieszczą się w pięciolinii, literatura skupiona na narodowych kompleksach, trudno przetłumaczalna, z kawalerią na czołgi kanałami (…) Stosunek seksualny trwa zwykle poniżej kwadransa, orgazm właściwie nie występuje. Przemoc w rodzinie ma się dobrze. Płodność nieszczególnie.

Gdyby kózka kwiecień plecień, to by ślimak chuj ci w dupę.

Kiedy jebać mi się chce, to jebać mi się chce (Liroy). Cytat z rapera Liroya powtarza definicję prawdy filozofa Alfreda Tarskiego, która to brzmi na przykład następująco: „Zdanie Jan loves Ania jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy, gdy JAN KOCHA ANIĘ”. Zasługa rapera Liroya w naukach filozoficznych polega na zredukowaniu prawdziwościowego spójnika logicznego (wtedy i tylko wtedy) do krótkiego popfilozoficznego „to”.

 Zatem: „Kiedy pragniemy czegoś, to cały Wszechświat działa na naszą korzyść”. Dostałam ataku śmiechu. Ozyrys czytał, a ja się śmiałam.

– Muszę ci zadać jedno pytanie – powiedziała. – Tylko jedno. Skinął głową. – Czy mogę ci zaufać? – zapytała.

W istocie, myślał Apollo, sporo się na ziemi zmieniło, ale na plus: jest śmieszniej. Zwłaszcza odkąd ludzie wynaleźli kanalizację oraz Coehlo.

Skoro jest tak świetnie, dlaczego nie jest dobrze?

Piękno i harmonia tkwią tylko w różnorodności i chaosie. Pruski porządek i klarowne idee to brama do masowych grobów, najczęściej bezimiennych.

Moje imię jest Jezus. Jezus Chrystus, ksywka Ichtys. Jestem bardzo popularny, od dwóch tysięcy lat na topie. Występuję głównie w Biblii, która jest obok Hair największym musicalem wszech czasów. (…) Jestem bogiem w Trójcy jedynym. To znaczy, że jedynym bogiem jest również mój Ojciec i Ducj Święty. Jesteśmy jednością, aczkolwiek jesteśmy też osobni. Niezły pomysł, ciut skomplikowany. Od początku mówiłem Ojcu i Gołębicy, że ludzie tego nie załapią. (…) Moim zdaniem dekalog od początku był mało rozwojowy i za długi, w końcu nie wszyscy mają dobrą pamięć (…) Mówiłem dwóm trzecim mnie : słuchajcie, nie róbmy tego w hebrajskim czy aramejskim(…) moje orędzie powinno być wyrażone w języku miłości, po francusku najchętniej(…) Moim zdaniem zmartwychwstanie okazało się błędem kardynalnym. (…) Żeby ludzie stali się dobrzy, muszą zrozumieć, ze po śmierci nic ich nie czeka, że nie ma nieba, że nie ma sądu(…) Żadnego krzyża, żadnej męki. To się nie sprawdziło. (…)Tym razem nie powtórzę starych błędów: zmartwychwstanie, jak mówiłem, wyeliminowane; piekło, niebo, czyściec wyeliminowane; dekalog zawieszony. Potrzebuję czegoś prostszego. Jeden punkt wystarczy, może być z przypisami, na przykład: każdy ma prawo do szczęścia. Do uśmiechu. Do błędu. Do miłości. Możemy zalosować.

Droga jest otwarta (Coehlo) (Morze Czerwone do Mojżesza) (zarządca autostrady A1 do kierowców).

Niebo jest zbudowane przede wszystkim ze słów. To solidny budulec, mocniejszy od cegieł, zbrojnego betonu i palonej gliny.

Och, rozmarzyła się Anka, gdybym była Panią Bogiem, to skończyłaby, robotę na wiewiórce. Bóg, jednak wiemy z autopsji, wykazał się większą niż Anka ambicją i skończył na człowieku. Później dorobił jeszcze delfiny.

Szpagat to najpopularniejsza z figur. Z niewielką przesadą można powiedzieć, iż człowiek rodzi się w szpagacie, a biegiem lat doskonali tylko tę naturalną pozycję.

…Rafał musiał znaleźć sposób na siebie, życie i tak dalej. Sposób sam się nasunął: należało potraktować własny przypadek jako przypadek właśnie. Bez subiektywnych uczuć, rozpaczy i emocji. Bez winy i całego tego galimatiasu.

Narrator zwykle jest po stronie swoich bohaterów, a narrator wszechwiedzący zawsze jest po stronie swoich bohaterów. Nie ma innego wyjścia: narrator wie przecież, jak wszystko się skończy, a wszechwiedza skazuje na miłosierdzie. Nie można być jednocześnie wszechwiedzącym i niemiłosiernym. Tako rzecze chińskie ciasteczko.

Jakub Żulczyk “Zrób mi jakąś krzywdę”

Zwykły wpis
 
“Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz, chodź, pocałuję cię w trzecie oko, chodź, pocałuję cię w czoło, w głowę, w stopę, w pępek, w kolano, w knykieć, w sutki, w pępek, w duszę, chodź, pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. W samo serce.”
 
 
 
 
„Uciekajmy, mamy jakieś pieniądze, znajdźmy jakiś motel, kupmy odgrzewaną pizze z mikrofali i frytki, a przede wszystkim dwie butelki wina, i wejdźmy do wanny, umyje cię, scałuję z ciebie wszystko, umyję cię, wytrę ręcznikiem, położę do łóżka, i zacznę całować, i mówić ci, opowiadać cały świat. „
 
 
 
” Nabroiłem.
A wszystko zaczęło się od tego, że się zakochałem. Zakochałem się jakieś dwa, trzy tygodnie temu, o trzynastej dwadzieścia.”
 
 
 
 
“Bo chcę z tobą po przebywać. Jeszcze parę dni. Za wszelką cenę. Pomimo że mnie bez przerwy okłamujesz. W sumie, to okłamuj mnie dalej. Wciskaj mi najgorszy kit na świecie. Nie chcę nic oprócz twoich farmazonów. Oprócz twoich bajek. Oprócz twojego udawania dorosłej. Szukania dziury w całym. Pragnę, byś mnie bez przerwy wkurwiała.”
 
 
 
 
“Nachyliłem się nad nią. Widziałem jej twarz tak dokładnie, że przykryła mi cały umysł jak zadrukowaną płachtą. Jej pory i piegi zlały się z moimi zwojami. Jej linie papilarne z moimi neuronami. Przekazywała całą mnie w siebie. Nie oponowałem, wdychałem tylko wypuszczany przez nią dwutlenek węgla, jakbym chciał się nim zaczadzić.”
 
 
 
 
“No bo czy masz jeszcze prawo uważać się za osobę poczytalną, gdy zaczynasz robić rzeczy, których tak naprawdę nie chcesz, a z drugiej strony nikt też nie wydał ci żadnego polecenia?”
 
 
 
„Twoje myśli to nie ty.”
 
 
 
“Ja potrzebuję kogoś, kto się dla mnie poświęci. Kogoś, kto naprawdę będzie miał siłę i ochotę, żeby wziąć mnie za pysk, nakarmić mnie, cicho, bez pasji, bezgłośnie; bezproblemowo, bez szumów i bez sprzężeń dla mnie żyć.”
 
 
 
“Moja Piękna, niosłem Ci szklaną różę w zębach, ale pokaleczyłem sobie dziąsła.”
 
 
 
 „Chce się z tobą kochać, mała. Jesteś ładna. Masz śliczne usta. drobny, lekko zadarty nos. Piękne smukłe ciało. Nie chude i wygłodzone. Smukłe, gładkie, białe. Chcę cię zaczarować. Kochać się z tobą tak, jakbym miał cię ochronić i wyleczyć. Wdmuchać ci do ust wieczność. Wiesz, to jest to coś w seksie, z czego zdaje sobie sprawę może jedna setna procenta osób- to jest tak, że chcę cię mieć, chcę, żebyś miała mnie i chcę, żebyśmy byli wspólnie święci- jakby ktoś zlutował nas w jeden stop. Coś, czego nigdy nie doświadczą układający rankingi faceci, bezustannie buszujący w uczelniano- klubowych sklepach z laskami, układającymi takie same, tylko rzadziej obwieszczane światu listy przebojów. Ktoś, coś, ta potężna siła, która każe układać się cegłom w katedry i ludziom w korowody. Jedność. To o to chodzi. Całuję ja dalej. Zatracam się w tym. Etanol zawęża mi pole widzenia tak, że gdy otwieram oczy, to wszystko wygląda, jak obserwowane w małym okienku cyfrowego aparatu wejście duszy do nieba. Tyle pryska od niej złota, setki ścieżek trylionkaratowej kokainy.”

Terry Pratchett „Nacja”

Zwykły wpis

Zgodnie z ankietą postanowiłam dodać cytaty z Pratchetta i jednej z moich ulubionych książek „Nacja”. Daje dużo do myślenia, może nie jest tak przepełniona humorem, jak reszta książek tego Pana, ale i tak… najmocniej do mnie trafia. Zapraszam! 

 

nacja

 

 

Czuł w sobie pustkę, ciemniejszą i głębszą niż mroczna toń. Wszystko przepadło. Nic nie było tam, gdzie być powinno. Tkwił na tym odludnym brzegu i do głowy przychodziły mu niemądre pytania, jakie zadają dzieci… Dlaczego wszystko się kończy? Jak się wszystko zaczyna? Dlaczego dobrzy ludzie umierają? Czym zajmują się bogowie?

 

I było mu ciężko, bo jedną z rzeczy, których nie wolno mężczyźnie, jest zadawanie niemądrych pytań.

 

I wtedy mały niebieski krab pustelnik opuścił swoją skorupę i pomknął po piasku, szukając nowej, ale nigdzie jej nie było. Ze wszystkich stron ciągnął się jałowy piasek, krab mógł więc tylko biec…

 

Mężczyźni czasem spoglądają na wroga, owszem, ale czasem się odwracają i wiosłują jak szaleni.

 

Nie wiele osób myśli, tak n a p r a w d ę. Tylko im się wydaje, że myślą.

 

Nie teraz. Nikt żywy nie odchodzi w mrok. Służyłem ci, Locaho. Kroczyłem twoimi śladami. Powinieneś mi ją oddać, jesteś mi to winien. Jedno życie odzyskane z ciemności!

 

Jest tylko to, co się dzieje, i to, co się nie dzieje. Nie ma żadnego „powinieneś”.

 

Gdzieś tam z krańca świata nadlatywało ku niemu jutro. Nie miał pojęcia, jaki przybierze kształt, obawiał się go jednak.

 

Czasem się śmiejemy, bo nie mamy już siły na płacz. Czasem się śmiejemy, bo zasady poprawnego zachowania przy stole na plaży wydają się zabawne. A czasem się śmiejemy, bo żyjemy, chociaż nie powinniśmy.

 

– To dziewczyna spodniowców!

– Tak, sprowadziła ją do nas wielka fala – wyjaśnił Mau.

I wtedy młodszy brat powiedział coś, co zabrzmiało jak język spodniowców, i Daphne o mało nie upuściła pudełka, które trzymała, i odpowiedziała szybko w tym samym języku.

– Co jej powiedziałeś? – zapytał natychmiast Mau. – Co ona powiedziała?

– Powiedziałem: „Witaj śliczna panienko”…

 

Ludzie potrzebują czasu, żeby zająć się „teraz”, nim ucieknie i zamieni się we „wtedy”. A najbardziej ze wszystkiego potrzebują tego, żeby nie działo się zbyt wiele.

 

Zabawne powiedzenie: „poszerzać horyzonty”. Bo przecież jest tyko jeden horyzont, który się oddala i nigdy nie można go dogonić. Można tylko dotrzeć tam, gdzie był wcześniej.

 

– Sam na sam, hę, tylko ty i ona?

– C o?

– No, jest dziewczyną, a ty…

– Słuchaj no, nie jestem zainteresowany dziewczyną-duchem! To znaczy…

– Zostaw to mnie, dobrze wiem, czego ci trzeba.

Pilu zaczął grzebać w stercie przedmiotów, które przenieśli z wraku, i podniósł coś, co wyglądało jak jeszcze jedna deska, ale kiedy Pilu trochę to wytrzepał , okazało się, że to…

– Spodnie (…)

– I co z tego – zapytał Mau.

– Kobiety spodniowców lubią oglądać panów w spodniach.

 

– To jest stół – rzekł Pilu, wskazując na drugi koniec obszernej kabiny. – Służy temu, żeby podwyższać ziemię. (…)

Mau zabębnił palcami po blacie.

– Ten stół nie nosi spodni.

 

– Czujesz coś? – zapytał Pilu.

– Tak, strasznie mnie obcierają!

– Ach, to dlatego, że nie nosisz kalesonów – zauważył Pilu.

– Co to takiego?

– Nazywają je galotami i nosi się je pod zewnętrznymi spodniami. Zdaje się, że ich nazwa pochodzi od nazwiska jakiegoś pirata.

– A więc nawet s p o d n i e noszą spodnie?

– Zgadza się. Twierdzą, że spodni nigdy dosyć.

 

– Jestem małym niebieskim krabem pustelnikiem – mruknął Mau pod nosem. – I biegnę. Nie dam się znowu zamknąć w skorupie… tak, musi istnieć jakieś „dlaczego”… dlatego, że każda skorupa będzie za mała. Chcę wiedzieć dlaczego. Dlaczego t o w s z y s t k o. Nie znam odpowiedzi, ale kilka dni temu nie wiedziałem, że są pytania.

 

I Locaha odpowiedział: Jestem cząstką ciebie, tak jak wszystko inne. Proponuje ci więc: Oddaj mi świat śmiertelny, a potem pójdź i stwórz drugi, lepszy. Będę tu rządzić sprawiedliwie. Kiedy człowiek umrze, zamienię go w delfina i pozostanie nim do czasu, aż znowu się narodzi. A kiedy znajdę istotę, która się starała, żeby być czymś więcej niż tylko gliną, z jakiej została ulepiona, i która dodała chwały temu nędznemu światu, będąc jego częścią, wówczas otworzę jej drzwi do twojego idealnego świata i nie będzie już istota związaną okowami czasu, nosić bowiem będzie na sobie gwiazdy(…) I dlatego rodzimy się w wodzie, nie zabijamy delfinów i spoglądamy w stronę gwiazd.

 

Jeden człowiek jest nikim, dwoje ludzi to już nacja.

 

Niektórzy ludzie mają tylko jedną właściwą chwilę na właściwe słowo. To smutne, ale najwyraźniej nic na to nie można poradzić.

 

Świat jest kulą: im dalej płyniecie, tym bliżej jesteście domu.

 

Tym są bogowie! Odpowiedzią, która musi wystarczyć! Bo jest jedzenie, które trzeba schwytać, dzieci, które trzeba urodzić, życie, które trzeba przeżyć, nie ma więc czasu na wielkie, skomplikowane, niepokojące odpowiedzi! Prosimy o proste odpowiedzi, byśmy nie musieli myśleć, bo jeśli zaczniemy myśleć, możemy znaleźć odpowiedzi, które nie pasują do takiego świata, jakim chcielibyśmy, żeby był.

 

– Ani słowa więcej. Znamy je wszystkie, wszystkie słowa, które nie powinny zostać wypowiedziane. Ale dzięki tobie mój świat stał się doskonalszy.

 

Trudno się rozmawia z kimś, kto wszystko rozumie (…).

 

Wiara to coś, w co trudno uwierzyć.

 

Zrozumieli, że idealny świat jest podróżą, nie miejscem.