Leśna opowiastka o planowaniu urodzin – opowiadanie konkursowe

Zwykły wpis

Leśna opowiasta o planowaniu urodzin

Ania Szydło

 

Myszek Zbyszek, Szary Jeleń i Pomarańczowy Ren mieli problem. W zasadzie jakby się tak dobrze zastanowić, to głównie problem miał Myszek i Ren, bo wielce tajna rozmowa wymyśleniowa odbywa się w barze Niedźwiedzia Fredzia, czyli ulubionym koktajlbarze Jelenia. Sam zaś Szary siedzi z nimi przy stoliku i ze zdumieniem słucha ich tajnych ustaleń i pomyśleń. Czyli wyszło trochę tak, że były problemy dwa – jak zrobić imprezę i gdzie, a trzeci się pojawił w trakcie – jak wmówić Szaremu, że to, co właśnie usłyszał „to takie zgrywy som”.  Mewka Ewka często ćwierkała przecież po lesie „gdzie jeden problem przyleci, tam eee… zaraz pojawi się trzeci”.

No chyba, że Ren źle zapamiętał, bo akurat pamięć do cytatów to miał strasznie słabowitą. Z wykluczeniem oczywiście opowieści z sag Wikingów, głównie z tomu trzeciego, czyli „Drogi krwawego topora 3: za skrzyżowaniem w lewo”. Tę akurat sagę umiał na pamięć całą, gdyż była drukowana w odcinkach na opakowaniach gum do żucia, które zbierał jako mały Renek jeszcze. Leśna psycholog, Pani Tereska Patyczak-Kreska w raporcie do MEL (Ministerstwo Edukacji Leśnej), po wielu latach dogłębnych badań, opisała ten przypadek tak: „Wyjawia owszem talent do tego, co nieco niepokoi, ale pewnie po prostu gumy były dobre.”

„Anyłej”- jak mawia Sarenka Irenka, Myszek i Ren powiedzieli Jeleniowi, że musi udać się w mistyczną podróż na Drugi Koniec Wąwozu. Tak wywróżyła przedwczoraj Renowi Mądra Mirabelka Izabelka, a dopóki się tam nie uda, to może mieć halucynacje i omamy („sanację u mamy” wg. Myszka, ale pewno źle zapamiętał). Zaś rozmowa, którą właśnie wydawało mu się, że usłyszał – ta o swojej urodzinowej imprezie, jest dowodem na tę sanację, bo przecież żadnej imprezy nie będzie więc i rozmowy nie mogło być. Uff.

Lekko spanikowany Szary poleciał patataj, patataj zbadać swoje przeznaczenie, a Myszek Zbyszek (w skrócie My-Zby, ale nie lubił, jak tak do niego mówiono, bo podobno mu się kojarzyło z czymś nieprzyjemnym, co kiedyś widział na tekturze z tostera) i Pomarańczowy Ren (w skrócie i dla przyjaciół Po-Ren; dla wrogów inaczej, ale nie mogę napisać, bo mi wypika i zamaże i tak) doszli do wniosku, że muszą zrobić coś mega-odlotowego.

Potem doszli do wniosku, że nie wiedzą czemu doszli do wcześniejszego wniosku.  Przecież Sza-Jeń (czyli w skrócie Szary- Jeleń. Kiedyś próbował przekonać wszystkich w Lesie, żeby mówili na niego z zagranicznego „De Kink ow Forezt”, ale po 2 tygodniach wołania na niego „Kinkoforek” przez różnych znajomych, a w jednym przypadku nawet „Kinkusioforestuniu” – ostatecznie zrezygnował) nie jest zbyt bystry to raz, a dwa ucieszy się z byle czego. Przykładem może być sytuacja z jego ostatnich urodzin, kiedy dostał przez przypadek szyszką w łeb i to również uznał za niesamowity prezent

„od kosmosu dostałem, serio, jak bym cyk cyk!”.

www

„Anyłej”, My-Zby i Po-Ren wydumali po kilku godzinach wiele niesamowitych idei, mnóstwo świetnych pomysłów, sporo genialnych konceptów i jedną całkiem niegłupią myśl – pójdą się spytać specjalisty od urodzin, Eryka Żbika.

Jak wymyślili, tak i zrobili. Z napędem na cztery łapki i 4 kopytka poszli szukać Eryka, gubiąc się w lesie przynajmniej trzykrotnie, ale jak to mawia Stonoga Marzena, co przez ilość posiadanych odnóży – wiele już przeszła: „celem, nie jest koniec drogi, tylko posuwanie się naprzód”. Sama ksywa Żbika jest już wystarczającym gwarantem dobrej, dzikiej zabawy, po której wskaźnik populacji w niejednym lesie znacznie się podnosił. Jak sam Ero-Żbik twierdzi: „interes sam się nakręca, bo im lepsza impreza, tym przybywa w lesie źwieza”;).

Po-Ren i My-Zby nie wyglądali na stałych bywalców leśnych imprez, za to na pewno wyglądali na takich, co przynajmniej choć raz chcieliby na takowej się znaleźć.  Obecnie ich doświadczenia, nawet rozpatrywane w kontekście zbiorowym zbliżały się do poziomu mocno zerowego.

No chyba, że  wspomnieniem z imprezy nazwiemy jedzenie szyszek w karmelu i skakanie w takt dobiegających z polany ech piosenek śpiewanych przez zespół Gorące Zające. Jak się okno w stajence Rena otworzyło, to przy pomyślnych wiatrach faktycznie można było coś usłyszeć. Ech, to się wtedy chłopaki bawiły.

Innym wspomnieniem z melanżu było bieganie do strumienia po wodę, bo Miś Zdziś i jego paczka, jakoś… nie miała głowy do tego, żeby o własnych nogach się tam przetransportować. Powiedzmy, że My –Zby szybko doszedł do porozumienia z misiami, chcąc uniknąć przejścia do brutalnych środków wyrazu.

Bo wiecie…Misie to taki wymierający gatunek…Pokojowo nastawiony do świata My-Zby wiedział o tym i postanowił nie przykładać palca do ich zagłady (tym bardziej, że nie chciał, żeby go Misie swym palcem również tykały). Dlatego latał dzień caluśki po tę wodę, skoro takie było pragnienie Misiów.

Była jeszcze jedna sytuacja mocno imprezowa w życiu i Rena i Myszka, ale żaden z nich nie jest w stanie sobie jej przypomnieć. Wiedzą tylko, że była na pewno, bo pamiętają, że najlepsze futerka na siebie przyodziali. Myszek nawet wytarzał się w runie leśnym, co by lepiej pachnieć i roztaczać woń feromonów, a Renek zamontował w tym samym celu gałęzie w porożu. Niestety, po drinku zaserwowanym przez Łasiczkę Moniczkę nic już nie pamiętali. Faktem jest to, że swoje futra znaleźli dopiero po tygodniu, no i było im lekko łyso, jak tak na golasa musieli pląsać po lasku przez ten czas. Dobrze, że to w lecie było.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe okoliczności i Ren i Myszek stwierdzili, że hej ho trzeba zaszaleć na całego, bo Jelon ma uro tylko raz w roku, a poza tym imprezy dobrze robią na pamięć, bo ją skracają, a Jelon ostatnio to taki pamiętliwy jest, że niech go żołądź świśnie!

– Wszystko wypomina, nawet to, że się w królewny bawiliśmy  i smyraliśmy się noskami pod kasztanem! A lepiej by było żeby akurat o tym zapomniał i nie rozpowiadał, bo jak się mewka Ewka dowie to ten no … LEPIEJ ŻEBY ZAPOMNIAŁ! Panikował Myszek.

ssss

Ero- Żbik wielce się ucieszył z takich klientów, zwłaszcza, że zyskał na tym 4 skrzynki kaczego mydła, odlotową miotłę z brzozowych witek. Co więcej, Po-Ren zobowiązał się również, że w Boże Narodzenie będzie opowiadał bajki w przedszkolu Leśne Warchlaczki o tym, jak był w zaprzęgu Mikusia i wiele razy wysypywał mu prezenty z worków i właśnie z tej przyczyny, małe zwierki nie dostały czasem prezentów. Renek trochę nie wiedział, w co się wkopał, bo nie był świadomy, że Leśne Warchlaczki to leśny sierociniec i , że tamtejsze zwierki nie dostają nigdy prezentów, tych co chcą, tylko te, co im leśniczy da (a zazwyczaj wciska im tam jakieś siańsko).

Ale to dopiero w zimie będzie! A teraz przecie wiosna idzie, choć jej jeszcze nikt nie widział, ale wronka Iwonka mówi, że już jest bliżej niż dalej. To się Jeleń ucieszy. Dostanie taki prezent, że już nigdy nie powie, że go zrobiliśmy na szaro. I tym optymistycznym akcentem kończy się Leśna opowiasta. Renek i Myszek Zbyszek poszli zbierać patyki na ognisko, przy okazji chcieli się pozastanawiać,  po co u licha palą ognisko skoro nie jedzą kiełbasy. Już kilka razy o tym myśleli, ale no nic nie wydumali. Może tym razem będzie jednak inaczej, bo pod wielkim jesionem spotkali Kreta Mieta, a on mimo, że ślepy to swój rozum ma! Ha !

dd

Opowiastów część dalsza już sobie istnieje,

Myszek zakłada biznes, Renek skacze gdzieś w knieje

Więc jeśli ciekawość męczy Cię sroga
stuknij w klawisze i wejdź na ich bloga 🙂

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s