Ignacy Karpowicz „Ballady i romanse”

Zwykły wpis

Znalazłam ten cytat na Tumblrze i teraz już wiem, że muszę przeczytać tę książkę. Zapowiada się interesująco!

Zeus zaśmiał się, na jego brodzie pełgały niebieskie światełka, coś jakby jaskra, tylko niżej. Blizna na czole, którą nosił od czasu spektakularnych narodzin Ateny, zmieniła kształt na modniejszy: przypominała teraz błyskawicę, zupełnie jak u Harry’ego Pottera.

„Ballady i romanse” I. Karpowicz

 

Balladyny-i-romanse_Ignacy-Karpowicz,images_big,19,978-83-08-04494-0

 

I jeszcze trochę znalezionych cytatów z tej książki: 

 

Zamykamy niebo.
Każdy byt i bóg, konstrukt i abstrakt, każdy będzie mógł dokonać wyboru: albo ziemia (z ograniczeniem omnipotencji do tej zwyczajnej, bez przedrostka), albo wymiar ultymatywny (bez prawa powrotu), albo miasto miast (bez łączności z ziemią).
Miejsce bogów jest między ludźmi.

 

…popkultura jest jedyną odpowiedzią na potrzeby współczesnego człowieka. Popkultura nie wymaga wiele i wszystko wybacza. Popkultura jest bardziej ludzka niż jakakolwiek religia.

 

… żyjemy w świecie pop. Stary świat jeszcze się trzyma, na uniwersytetach, na obrzeżach i peryferiach, w kościołach, w weekendy także w opiniotwórczych dziennikach, w encyklikach, czasem anegdotach i wspomnieniach, co jednak nie uchyla faktu, że żyjemy w świecie pop. Świat pop jest wspaniały, w tym świecie każdy ma szansę na swoje pięć minut. Nie ma świata bardziej demokratycznego niż popświat. Ale też wszystko ma swoją cenę. Ceną za życie w tym wspaniałym popświecie jest akceptacja zasad działania popświata, który działa jak niszczarka dokumentów, tyle że to nie dokumenty ulegają zniszczeniu, lecz pojęcia, a przede wszystkim aksjomaty. Nie ma już prawdy, piękna, sprawiedliwości. Są tylko zamienniki i podróbki, których skład i metoda produkcji przeistaczają się z dnia na dzień, aby taniej, aby więcej. (…)

 

Życie osobiste to te godziny, za które nikt nie płaci. Życie osobiste jest zdecydowanie za długie, żeby mogło się opłacać. 

 

Nazywom się chińskie ciasteczko. Składom się z mąki, cukru, jajek, oleju, waniliowego aromatu, szczypty soli, migdału bez skórki i mądrości. Najpierw należy mnie zagnieść na twarde ciasto, rozwałkować. Potem wyciąć kwadraty, a w środek kwadratu włożyć migdał i karteczkę z sentencją. Rogi zlepić u góry. Piec dwadzieścia minut w blasze wysmarowanej olejem, na złoty kolor, w temperaturze około dwustu stopni Celsjusza. Podawać na zimno. Najlepiej po kaczce (po pekińsku). (…) Najpierw występowałom jako ciekawostka w restauracjach i barach. Teraz jestem wszędzie, zatrułom cały świat. Jestem bardzo toksyczne oraz zjadliwe. Przenoszę się kropelkowo, płciowo, w rozmowie, w transfuzji, na spowiedzi – w każdy sposób, jak Duch Święty. Mądrość z mego środka objęła w posiadanie cały świat, jestem w powieściach typu broszurowe i okładka twarda, w przemówieniach polityków, w wystąpieniach przywódców religijnych. Właściwie to nie wiem, czy gdzieś mnie jeszcze nie ma. (…) Jestem bestsellerem, jak gówno zalałom cały świat. Słyszycie ten chlupot? To ja. Nowy potop. Nazywom się chińskie ciasteczko. Do usług.

Stosunkowo stabilna demokracja, dominująca religia: katolicyzm magiczny oraz Stocznia Gdańska, główne osiągnięcia: Fryderyk Szopen i bigos. (…) tolerancja w zaniku od XVII wieku, są muzykalni, mieszczą się w pięciolinii, literatura skupiona na narodowych kompleksach, trudno przetłumaczalna, z kawalerią na czołgi kanałami (…) Stosunek seksualny trwa zwykle poniżej kwadransa, orgazm właściwie nie występuje. Przemoc w rodzinie ma się dobrze. Płodność nieszczególnie.

Gdyby kózka kwiecień plecień, to by ślimak chuj ci w dupę.

Kiedy jebać mi się chce, to jebać mi się chce (Liroy). Cytat z rapera Liroya powtarza definicję prawdy filozofa Alfreda Tarskiego, która to brzmi na przykład następująco: „Zdanie Jan loves Ania jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy, gdy JAN KOCHA ANIĘ”. Zasługa rapera Liroya w naukach filozoficznych polega na zredukowaniu prawdziwościowego spójnika logicznego (wtedy i tylko wtedy) do krótkiego popfilozoficznego „to”.

 Zatem: „Kiedy pragniemy czegoś, to cały Wszechświat działa na naszą korzyść”. Dostałam ataku śmiechu. Ozyrys czytał, a ja się śmiałam.

– Muszę ci zadać jedno pytanie – powiedziała. – Tylko jedno. Skinął głową. – Czy mogę ci zaufać? – zapytała.

W istocie, myślał Apollo, sporo się na ziemi zmieniło, ale na plus: jest śmieszniej. Zwłaszcza odkąd ludzie wynaleźli kanalizację oraz Coehlo.

Skoro jest tak świetnie, dlaczego nie jest dobrze?

Piękno i harmonia tkwią tylko w różnorodności i chaosie. Pruski porządek i klarowne idee to brama do masowych grobów, najczęściej bezimiennych.

Moje imię jest Jezus. Jezus Chrystus, ksywka Ichtys. Jestem bardzo popularny, od dwóch tysięcy lat na topie. Występuję głównie w Biblii, która jest obok Hair największym musicalem wszech czasów. (…) Jestem bogiem w Trójcy jedynym. To znaczy, że jedynym bogiem jest również mój Ojciec i Ducj Święty. Jesteśmy jednością, aczkolwiek jesteśmy też osobni. Niezły pomysł, ciut skomplikowany. Od początku mówiłem Ojcu i Gołębicy, że ludzie tego nie załapią. (…) Moim zdaniem dekalog od początku był mało rozwojowy i za długi, w końcu nie wszyscy mają dobrą pamięć (…) Mówiłem dwóm trzecim mnie : słuchajcie, nie róbmy tego w hebrajskim czy aramejskim(…) moje orędzie powinno być wyrażone w języku miłości, po francusku najchętniej(…) Moim zdaniem zmartwychwstanie okazało się błędem kardynalnym. (…) Żeby ludzie stali się dobrzy, muszą zrozumieć, ze po śmierci nic ich nie czeka, że nie ma nieba, że nie ma sądu(…) Żadnego krzyża, żadnej męki. To się nie sprawdziło. (…)Tym razem nie powtórzę starych błędów: zmartwychwstanie, jak mówiłem, wyeliminowane; piekło, niebo, czyściec wyeliminowane; dekalog zawieszony. Potrzebuję czegoś prostszego. Jeden punkt wystarczy, może być z przypisami, na przykład: każdy ma prawo do szczęścia. Do uśmiechu. Do błędu. Do miłości. Możemy zalosować.

Droga jest otwarta (Coehlo) (Morze Czerwone do Mojżesza) (zarządca autostrady A1 do kierowców).

Niebo jest zbudowane przede wszystkim ze słów. To solidny budulec, mocniejszy od cegieł, zbrojnego betonu i palonej gliny.

Och, rozmarzyła się Anka, gdybym była Panią Bogiem, to skończyłaby, robotę na wiewiórce. Bóg, jednak wiemy z autopsji, wykazał się większą niż Anka ambicją i skończył na człowieku. Później dorobił jeszcze delfiny.

Szpagat to najpopularniejsza z figur. Z niewielką przesadą można powiedzieć, iż człowiek rodzi się w szpagacie, a biegiem lat doskonali tylko tę naturalną pozycję.

…Rafał musiał znaleźć sposób na siebie, życie i tak dalej. Sposób sam się nasunął: należało potraktować własny przypadek jako przypadek właśnie. Bez subiektywnych uczuć, rozpaczy i emocji. Bez winy i całego tego galimatiasu.

Narrator zwykle jest po stronie swoich bohaterów, a narrator wszechwiedzący zawsze jest po stronie swoich bohaterów. Nie ma innego wyjścia: narrator wie przecież, jak wszystko się skończy, a wszechwiedza skazuje na miłosierdzie. Nie można być jednocześnie wszechwiedzącym i niemiłosiernym. Tako rzecze chińskie ciasteczko.